RecenzjeWarsztaty i recenzje

Bąkowo Zohylina Niźnio – Zakopane

Do tej restauracji Bąkowo Zohylina Niźnio trafiłam w sumie z Waszych poleceń. Oczywiście podpowiadaliście różne miejsca, ale najczęściej w ankiecie padała nazwa tej karczmy znajdującej się nieopodal Krupówek w Zakopanem.

Wystarczy odbić tylko kilka kroków od słynnych Krupówek, aby wejść do Bąkowo Zohylina Niźnio (ul. Józefa Piłsudskiego 6). Jeśli chcesz poczuć prawdziwy góralski klimacik i nie płacić milionów monet za dania to z pewnością będzie to dobre miejsce! Niestety jedzenie w Zakopcu zrobiło się według mnie naprawdę drogie, a w niektórych przypadkach absurdalnie drogie i panuje prawdziwy przerost formy nad treścią! Wystarczy odejść kawałek od centrum i przykładowa przystawka: oscypek z żurawiną nie kosztuje ponad 20 zł tylko 13 zł – jest pewna różnica!

Ogólnie czytałam w wiadomościach od Was na moim Instagramie, a także w opiniach na Google, że wieczorami (głównie w weekendy) trzeba stać przez dłuższy czas w kolejce w oczekiwaniu na wolny stolik. W sumie się nie dziwię – góralska muzyka na żywo, a także smaczne jedzenie przyciąga sporo chętnych.

My przyszliśmy w środku tygodnia i to zaraz po jej otwarciu przed godziną 13, więc mogliśmy zająć dowolny stolik. Akurat było wolne przy oknie, a zawsze czaję na takie oszklone stoliki, aby wyszły fajne zdjęcia zamówionego jedzonka, więc nie ukrywam, że było mi to na rękę!

Z zewnątrz i wewnątrz restauracja prezentuje się iście góralsko. W środku znajdują się same takie duże stoliki z długimi stołami, więc myślę, że wieczorami jest tu bardzo biesiadnie i wesoło. Na centralnej części lokalu znajduje się palenisko, a na ścianach jest mnóstwo góralskich akcentów: poroża, góralska odzież, akcesoria i zdjęcia. Nie jest to lokal w stylu ę, ą, ale taki swojski, przytulny, po prostu z duszą.

Przy okazji podaję info dla psiarzy – można wejść do restauracji z psem, w przyszłości może się jednak coś zmienić, więc najlepiej zadzwonić sobie wcześniej i dopytać (my tak zawsze robimy gdy podróżujemy z naszym Krakersem).

Na starcie powitał nas miły kelner mówiący po góralsku – już wiedziałam, że zapowiada się fajny obiad. Zamówiliśmy na samym początku oscypka na gorąco z żurawiną (13 zł) – wyrazisty ser w połączeniu z gęstą konfiturą z żurawiny to moje ulubione połączenie, któremu nie mogę się oprzeć będąc w górach. Nigdzie indziej tak nie smakuje.

Zupa borowikowa z łazankami (13 zł) – prawdziwa, domowa i bardzo smaczna. Jak dla mnie spora porcja w dużej miseczce, którą można się naprawdę najeść. Pysznie jak u mamy!

Kelner polecił nam jako danie główne żeberka pieczone w miodzie (26 zł) + dodatkowo płatne dodatki (u mnie opiekane ziemniaki i zestaw surówek). Trafił mi się jeden kawał żebra z dużą ilością mięsa, a drugi – praktycznie same kości. Ogólnie fajnie doprawione, mięciutkie, ładnie odchodzące od kości. Tylko szkoda, że oba kawałki nie były podobne… Przez to było naprawdę sporo “babrania się” w poszukiwaniu mięsa. Za to muszę stwierdzić, że opiekane ziemniaki i zestaw surówek – przepychota. Super doprawione i wyraziste.

Placek po zbójnicku (32 zł) składał się z chrupiących placków ziemniaczanych, gulaszu z dużą ilością mięsa wieprzowego, a wierzch posypany był startym oscypkiem. Fajne, treściwe danie. Naprawdę nie mam do czego się przyczepić, nawet gdybym się starała. Z pewnością to jeden z najlepszych placków po węgiersku jakie jadłam, może nie najlepszy, ale przynajmniej na wysokiej pozycji.

 

Print Friendly, PDF & Email

Oceń ten przepis!

Średnia ocena 0 / 5. Ilość głosów: 0

Oceń ten post jako pierwszy!

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Back to top button